mnożą się w tempie zastraszającym... zwłaszcza w blogowaniu, na które jakoś ostatnio nie starcza czasu ani zapału... poza tym wkurza mnie szukanie kapki słońca, żeby zrobić zdjęcie choć trochę podobne do rzeczywistości. Ale ponieważ moje dziecko wydłużyło ostatnio przerwę nocną do 8 godzin (bardzo to uprzejmie z jego strony), postanowiłam na fali ożywczej energii spłodzić blogowego wpisa ;)
Najpierw zaległy LO - do kompletu z poprzednim zimowym (papiery ILS 'Śnieżna Rae'). Daawno temu zrobiony, ale obfocony dziś dopiero:

I to, co powstało wczoraj, a ciążyło mi szczególnie, bo nie lubię zalegać z wpisami do wędrowników. Wiem, że ktoś czeka (bo sama czekam na swój...ciekawe, gdzie jest...), więc szczególnie mi głupio, kiedy mam obsuwę. Ale niewyspana wolałam do
TEGO wędrującego nie zasiadać ;) A czy wyspanie się wpłynęło pozytywnie na wenę, to już inna sprawa ;)
Motywem przewodnim albumu Karoli jest 'GNIAZDO'. A że właścicielka prosi o wpisy spontaniczne i bliskie sercu, to i mój wpis - choć niezbyt może oryginalny - traktuje o kwestiach dla mnie szczególnie ważnych, zwłaszcza teraz... Takie tam pseudofilozoficzne
matczyne przemyślenia i rozterki między przewijaniem a karmieniem ;))
Oto wpis do wędrownika Karoli z edycji cafeartowej (domki inspirowane cudnymi pracami
Maxine):




dziękuję serdecznie za Wasze odwiedziny, komentarze, życzenia :***