piątek, 29 maja 2009

idę w góry cieszyć się życiem...

... to tytuł mojego wpisu do albumu nowalinki ('Sceny z życia'). Pierwotny zamysł był zupełnie inny - chodził mi po głowie wiersz Stachury Teatry dwa. Chodził namolnie i równie nachalnie narzucał interpretację, ale ponieważ nowalinka w liście przewodnim prosiła nie o filozoficzne czy egzystencjalne dywagacje, tylko o utrwalenie jakiejś radosnej, szczęśliwej chwili - w końcu wyparłam z głowy skojarzenie: 'życie to nie teatr'. I pomyślałam o tym, co lubię. Lubię na przykład mieć fioletowe palce od zbieranych na górskiej polance borówek (!), lubię je zjadać prosto z krzaczka (a co tam bąblowiec ;)), lubię się nie spieszyć, podziwiać widoki, grzać się w słonku i nic nie musieć :))

I to jest właśnie taka jedna scena z życia. Borówki w drodze na Turbacz :)


i trochę zbliżeń:
A przy okazji... U MonaLisy słodkości, że aż ślinka cieknie ;) zajrzyjcie koniecznie :))

wtorek, 19 maja 2009

so sweet...

Dawno nie robiłam nic dzieciowego... Chciałam, żeby było słodko, ale nie mdło... I nawet trochę pofilcowałam... Wyszło chyba dość... wiosennie...?


Dziękuję Wam za komentarze, ciepłe słowa i dopingowanie ;) Buuuuźki :***

środa, 13 maja 2009

...ale jestem

nooo, długo mnie tu nie było, ale (zgodnie z tytułem posta i albumu Rudlis) jestem :) Dziękuję Wam, że zaglądacie, dopingujecie, nawet - o zgrozo! - przyznajecie jakieś wyróżnienia :**** Wcale nie jest łatwo wygrzebywać się ze scrapowego dołka (kto był, ten wie...), ale ponieważ zobowiązania ciążyły już kamieniem u szyi, wzięłam się w garść i rozłożyłam scrapowy majdan. Na pierwszy ogień i w ramach rozruchu zrobiłam wpis w zakiszonym u mnie na amen wędrowniku Rudlis. A jako że razem z nim kisił się Nowalinkowy, jest nadzieja, że uda mi się sprężyć się i wkrótce zrobię kolejny...
Wpis miał być o mnie. No i jest. Chyba... Na karteczce z 'odręcznym' tekstem chcę jeszcze machnąć jakieś kleksiory (bo chciałam, żeby wyglądała na mocno zużytą), ale nie mam wprawy i muszę poćwiczyć 'na brudno' ;)

Tak to wyszło...