... to tytuł mojego wpisu do albumu nowalinki ('Sceny z życia'). Pierwotny zamysł był zupełnie inny - chodził mi po głowie wiersz Stachury
Teatry dwa. Chodził namolnie i równie nachalnie narzucał interpretację, ale ponieważ nowalinka w liście przewodnim prosiła nie o filozoficzne czy egzystencjalne dywagacje, tylko o utrwalenie jakiejś radosnej, szczęśliwej chwili - w końcu wyparłam z głowy skojarzenie: 'życie to nie teatr'. I pomyślałam o tym, co lubię. Lubię na przykład mieć fioletowe palce od zbieranych na górskiej polance
borówek (!), lubię je zjadać prosto z krzaczka (a co tam bąblowiec ;)), lubię się nie spieszyć, podziwiać widoki, grzać się w słonku i nic nie musieć :))
I to jest właśnie taka jedna scena z życia. Borówki w drodze na Turbacz :)


i trochę zbliżeń:

A przy okazji... U
MonaLisy słodkości, że aż ślinka cieknie ;) zajrzyjcie koniecznie :))